Przeskocz menu
Menu

Grupowo Małopolska

Urodziny w Krakowie w sześć osób: noclegi, knajpy, logistyka

Ela skończyła trzydzieści dwa lata i zażyczyła sobie weekendu w Krakowie, w naszej szóstce, bez gotowania i bez prowadzenia auta. Opisuję, jak to zorganizowaliśmy: pociąg, mieszkanie na sześć osób, stolik w sobotę wieczorem i plan, który nikogo nie zmęczył.

Pisze Ola · 5 min czytania

Kraków jest od Katowic tak blisko, że jeździmy tam raczej na kolację niż na wyjazd. Tym razem było inaczej. Ela, moja przyjaciółka ze studiów, kończyła trzydzieści dwa lata i postawiła sprawę jasno: chce weekendu w Krakowie, w naszej szóstce, z noclegiem, bez gotowania, bez prowadzenia auta i bez żadnego zwiedzania na siłę.

Organizacja spadła na mnie, bo Jacek, jej partner, miał zająć się tortem i niespodzianką. Poniżej wszystko, co zrobiliśmy, łącznie z rzeczami, które poszły nie tak.

Dojazd: pociąg, nie auto

Decyzja była prosta: jedziemy pociągiem. Z Katowic do Krakowa jeżdżą pociągi regionalne i dalekobieżne, podróż trwa zwykle od godziny do półtorej, zależnie od połączenia i prac na torach, które na tej linii zdarzają się często. Rozkład trzeba sprawdzić dzień wcześniej.

Za pociągiem przemawiało wszystko:

  • nikt nie musi być trzeźwym kierowcą w sobotę wieczorem,
  • nie trzeba płacić za parking w centrum Krakowa, który jest drogi i trudny,
  • Kraków ma strefę czystego transportu i zasady wjazdu dla starszych aut trzeba sprawdzać przed wyjazdem, a nikt z nas nie miał ochoty tego rozgryzać,
  • z Dworca Głównego na Kazimierz idzie się pieszo około dwudziestu minut albo jedzie tramwajem kilka przystanków.

Bilety kupiliśmy w aplikacji na tydzień przed wyjazdem. Dla sześciu osób przy biletach regionalnych warto sprawdzić oferty grupowe, bo czasem wychodzi taniej.

Nocleg: mieszkanie na sześć osób

Szukaliśmy mieszkania z trzema sypialniami, żeby każda para miała swoje drzwi. W Krakowie takich jest dużo, ale w weekendy wiosną i latem szybko znikają. Rezerwowałam pięć tygodni wcześniej i wybór był już ograniczony.

Rozważałam dwie dzielnice:

  • Kazimierz. Klimat, knajpy, wszystko pieszo. Minus: głośno w nocy, szczególnie przy placu Nowym, i drożej.
  • Podgórze. Po drugiej stronie Wisły, połączone z Kazimierzem kładką Bernatka. Spokojniej, taniej, a do knajp na Kazimierzu jest dziesięć minut spacerem.

Wybraliśmy Podgórze, mieszkanie w starej kamienicy przy jednej z ulic odchodzących od Rynku Podgórskiego. Trzy sypialnie, dwie łazienki, duży stół w kuchni. Kosztowało w przeliczeniu około 300 zł za osobę za dwie noce.

Jedna ważna rzecz: sporo krakowskich mieszkań ma w regulaminie zakaz imprez i ciszę nocną, a sąsiedzi w kamienicach bywają czujni. Napisałam do gospodarza wprost, że jedziemy w sześć dorosłych osób na urodziny, ale nie robimy imprezy, tylko planujemy wieczór na mieście. Odpisał, że to żaden problem. Lepiej zapytać przed rezerwacją niż tłumaczyć się po.

Stolik na sobotę: rezerwacja to podstawa

Największy błąd, jaki można popełnić w Krakowie w grupie, to liczyć, że w sobotę wieczorem gdzieś się usiądzie. Sześć osób to za dużo, żeby dosiąść się do czegokolwiek, i za mało, żeby lokal przygotował osobną salę.

Zarezerwowałam stolik na sobotnią kolację dwa tygodnie wcześniej, w restauracji z kuchnią polską na Kazimierzu, którą Ela sama wybrała z listy trzech. Przy rezerwacji:

  • poprosiłam od razu o możliwość osobnych rachunków dla par, o czym pisałam szerzej w tekście o dzieleniu kosztów w szóstkę,
  • zapytałam, czy możemy przynieść własny tort. Niektóre lokale pozwalają za opłatą za talerzyki, inne w ogóle. Ten pozwolił,
  • uprzedziłam, że solenizantka jest wegetarianką, żeby nie było niespodzianki przy menu.

Plan weekendu

Piątek

Przyjazd wieczorem, zakupy na śniadanie, wspólna kolacja na mieście. Poszliśmy na zapiekanki na placu Nowym, do okrąglaka pośrodku placu. To krakowski klasyk, tani, szybki i idealny na pierwszy wieczór. Potem kilka barów na Kazimierzu i powrót przez kładkę Bernatka.

Sobota

Rano wolne. Ela chciała się wyspać i nikt nie protestował. Po późnym śniadaniu poszliśmy spacerem wzdłuż Bulwarów Wiślanych pod Wawel. Na wzgórze wawelskie weszliśmy, ale do środka zamku już nie, bo w sobotę w maju kolejki były długie, a to nie był wyjazd zwiedzania.

Po południu przeszliśmy przez Rynek Główny i Sukiennice, a potem wróciliśmy do mieszkania na odpoczynek przed kolacją. Wieczorem kolacja, tort, prezent. Jacek zamówił tort w cukierni w Katowicach i wiózł go w pociągu na kolanach, w pudełku, przez półtorej godziny. Dotarł cały. Tort i Jacek.

Niedziela

Śniadanie w mieszkaniu, potem ostatni spacer na Kopiec Krakusa w Podgórzu, skąd jest świetny widok na całe miasto. Wejście jest bezpłatne, zajmuje kilkanaście minut od Rynku Podgórskiego. Po południu pociąg do domu.

Czego świadomie nie robiliśmy

Nie było muzeów, wycieczki do Wieliczki ani zwiedzania z przewodnikiem, choć Radek przez chwilę namawiał na Fabrykę Schindlera. Wszystko to jest w Krakowie świetne, ale wymaga biletów na konkretną godzinę, a przy sześciu osobach i urodzinowym weekendzie sztywne godziny zamieniają się w pilnowanie wszystkich przez telefon. Umówiliśmy się, że kto chce zwiedzać, przyjedzie kiedy indziej, w zwykłą sobotę, pociągiem na jeden dzień. Z Katowic to przecież żaden problem.

Co poszło nie tak

Dwie rzeczy. Po pierwsze, zamówiłam za mało jedzenia na śniadanie. Sześć dorosłych osób w sobotę rano je dużo więcej, niż się wydaje. Jacek poszedł do piekarni drugi raz.

Po drugie, w sobotę wieczorem wracaliśmy z kolacji przez Kazimierz, gdzie wszystkie bary były pełne. Planowaliśmy „jeszcze jednego drinka gdzieś”, a skończyło się na krążeniu przez pół godziny. Na następny raz: jeśli planujecie bar po kolacji, zarezerwujcie i bar.

Koszty na osobę

Orientacyjnie, dwie noce:

  • Pociąg w obie strony: kilkadziesiąt złotych.
  • Mieszkanie: około 300 zł.
  • Jedzenie i picie: zakupy na śniadania, zapiekanki, kolacja urodzinowa, bary. Od 350 do 500 zł, zależnie od tego, kto ile pił.
  • Prezent i tort: zrzutka po około 80 zł na osobę, bez Eli.

Razem od 750 do 950 zł na osobę za weekend. Dla porównania, Walencja we dwoje kosztowała nas na osobę dwa razy tyle, ale to był samolot i cztery noce.

Najlepsze w tym weekendzie było to, że nikt nie musiał niczego organizować na miejscu, bo wszystko było ustalone wcześniej. Ela powiedziała, że to były jej najlepsze urodziny od lat.

Ola pisze większość wpisów i liczy budżet

Ola ma 31 lat i pracuje w kadrach i płacach w Katowicach. Pisze większość wpisów i prowadzi budżet każdego wyjazdu w arkuszu: plan w jednej kolumnie, wydane w drugiej. Najchętniej chodzi po halach targowych, piekarniach i zwykłych dzielnicach, gdzie nie ma nic do zwiedzania.

Więcej o nas