Ile kosztował nas czerwcowy długi weekend w Porto?
Na Boże Ciało w zeszłym roku polecieliśmy z Pyrzowic do Porto. Cztery noce, strome uliczki, azulejos na dworcu, piwnice z porto po drugiej stronie rzeki i rachunek, który rozpisuję co do kategorii. Przed tegorocznym długim weekendem może się przydać.
Pisze Ola · 5 min czytania
Porto chodziło za nami od dawna, ale zawsze przegrywało z czymś tańszym albo bliższym. W zeszłym roku na Boże Ciało trafiły się bilety z Pyrzowic, wzięliśmy piątek i poniedziałek urlopu i polecieliśmy na cztery noce. Nie żałuję ani jednego euro, choć tych euro wyszło więcej, niż zakładałam.
Tegoroczne Boże Ciało wypada 4 czerwca, więc piszę ten tekst dla tych, którzy właśnie się zastanawiają. Na końcu jest pełne rozliczenie.
Lot i dojazd z lotniska
Z Katowic do Porto latają tanie linie, lot trwa około czterech godzin. Mieliśmy tylko małe plecaki pod fotel, więc bilet był w podstawowej taryfie. O tym, jak spakować się na cztery dni w plecak 40 na 30 na 20 centymetrów, pisałam w osobnym poradniku. W Porto to się sprawdziło podwójnie, bo miasto jest strome, bruk nierówny, a walizka na kółkach byłaby karą.
Lotnisko jest połączone z miastem metrem. Linia E, fioletowa, jedzie z terminala do stacji Trindade w centrum około pół godziny. Potrzebny jest bilet na strefę Z4, który w tym roku kosztuje około 2,30 euro, plus jednorazowo karta Andante za 60 centów. Kartę zachowujecie i doładowujecie przez cały pobyt. Automaty są w hali przylotów, mają menu po angielsku.
Gdzie spać
Centrum Porto, czyli okolice Ribeiry i ulicy Flores, jest piękne i drogie. My wybraliśmy mieszkanie w dzielnicy Bonfim, na wschód od centrum. To zwykła mieszkaniowa okolica: kamienice w kafelkach, piekarnie, warzywniaki, bary z kawą za mniej niż euro. Do stacji São Bento szliśmy około dwudziestu minut, trochę w górę, trochę w dół.
Alternatywa to Cedofeita na północny zachód od centrum, z galeriami i małymi sklepami, albo Vila Nova de Gaia po drugiej stronie rzeki, z widokiem na Ribeirę, ale z koniecznością przejścia przez most kilka razy dziennie.
Co zobaczyliśmy
Dworzec São Bento i okolice
Zaczęliśmy tam, gdzie zaczyna większość: na dworcu São Bento. Hala dworca pokryta jest tysiącami płytek azulejos, niebiesko-białych, przedstawiających sceny z historii Portugalii. Wstęp jest oczywiście darmowy, bo to działający dworzec. Obok są katedra Sé na wzgórzu, z tarasem widokowym na dachy starego miasta, i ulica Santa Catarina ze sklepami i kościołem pokrytym kafelkami.
Świadomie pominęliśmy księgarnię Lello, tę z czerwonymi, kręconymi schodami. Wstęp jest płatny, kolejka przed wejściem w długi weekend ciągnęła się wzdłuż całej kamienicy, a w środku, jak mówili znajomi, trudno zrobić krok. Zamiast tego weszliśmy na wieżę Clérigos, skąd widać całe miasto aż po ocean.
Ribeira i most Ludwika I
Ribeira to nadbrzeżna dzielnica z kolorowymi, wąskimi kamienicami schodzącymi do rzeki Douro. W dzień pełna turystów, najpiękniejsza wczesnym rankiem, kiedy Michał robił tam zdjęcia, a ja piłam kawę na schodach.
Nad nią przerzucony jest żelazny most Ludwika I, dwupoziomowy. Dolnym pokładem jeżdżą auta i chodzą piesi, górnym jeździ metro i też chodzą piesi. Przejście górnym pokładem to jeden z najlepszych widoków w mieście, choć trzeba mieć głowę do wysokości. Ja miałam, ale nie za bardzo.
Vila Nova de Gaia i porto
Po drugiej stronie mostu, w Gaia, są piwnice, w których od wieków dojrzewa wino porto. Większość znanych domów oferuje zwiedzanie z degustacją. Ceny zaczynają się od kilkunastu euro od osoby i rosną razem z liczbą kieliszków. Wybraliśmy jedną wizytę z trzema rodzajami porto i to wystarczyło. Po zwiedzaniu weszliśmy do ogrodu Jardim do Morro, skąd o zachodzie słońca widać całą Ribeirę w pomarańczowym świetle. Siedzą tam setki ludzi i nikt się nie spieszy.
Foz, czyli ocean
Trzeciego dnia pojechaliśmy nad ocean, do dzielnicy Foz do Douro, gdzie rzeka wpada do Atlantyku. Można tam dojechać zabytkowym tramwajem wzdłuż rzeki, ale bilet jest drogi, a kolejka długa, więc pojechaliśmy zwykłym autobusem miejskim, a wróciliśmy pieszo wzdłuż nabrzeża. Kilka kilometrów, płasko, z widokiem na wodę przez cały czas.
Woda w czerwcu była lodowata. Włożyłam nogi do kostek i to było wszystko.
Jedzenie
Porto nie jest miastem dla osób na diecie. Obowiązkowe są dwie rzeczy:
- Francesinha, czyli kanapka z kilkoma rodzajami mięsa i kiełbasy, zalana serem i sosem pomidorowo-piwnym, często z jajkiem na górze i frytkami. Jedna porcja to obiad i kolacja. Michał był zachwycony, ja zjadłam połowę.
- Pastel de nata, kruche babeczki z budyniem jajecznym. Kosztują zwykle około euro, najlepsze są ciepłe, z cynamonem.
Do tego zupa caldo verde z jarmużem i kiełbasą, grillowane sardynki w czerwcu i wszechobecna kawa. W zwykłych barach w Bonfim obiad dnia z zupą, drugim daniem i napojem kosztował kilka euro mniej niż w centrum.
Festiwal, na który się nie załapaliśmy
W nocy z 23 na 24 czerwca Porto obchodzi Noc Świętego Jana, największe święto miasta. Ludzie wychodzą na ulice, uderzają się w głowy plastikowymi młoteczkami, jedzą sardynki i puszczają lampiony. Byliśmy kilka dni wcześniej i widzieliśmy tylko przygotowania, dekoracje nad ulicami i stragany z młoteczkami. Jeśli możecie przesunąć urlop na ten termin, to zróbcie to, ale noclegi rezerwujcie bardzo wcześnie.
Ile to kosztowało
Cztery noce, dwie osoby, orientacyjnie:
- Loty: około 1000 zł za dwoje w obie strony, tylko z małym bagażem. Długi weekend podnosi ceny.
- Parking przy lotnisku w Pyrzowicach: około 150 zł za pięć dni.
- Mieszkanie w Bonfim: około 1500 zł za cztery noce.
- Transport na miejscu: metro z lotniska, kilka przejazdów, autobus do Foz. Około 100 zł razem.
- Jedzenie: śniadania z piekarni, obiady w barach, dwie kolacje w restauracjach. Około 1200 zł.
- Atrakcje: degustacja porto, wieża Clérigos, kilka drobnych wstępów. Około 250 zł.
Razem około 4200 zł. To najdroższy z wyjazdów opisanych dotąd na blogu, ale też pierwszy, z którego wróciliśmy z poczuciem, że musimy tam wrócić. Następnym razem na Noc Świętego Jana.
Wygodne buty i luźny plan
Porto to miasto do chodzenia. Najciekawsze rzeczy zdarzały się nam nie przy atrakcjach z przewodników, tylko w bocznych uliczkach, gdzie ktoś wieszał pranie nad ulicą, a starszy pan na schodach sprzedawał cytryny ze swojego drzewa. Weźcie wygodne buty i nie planujcie za dużo. Miasto samo pokaże, co chce.