Pod namiotem w szóstkę, czyli jak zaplanować kemping w grupie
Po latach wynajmowania domów nasza szóstka pierwszy raz pojechała pod namiot. Trzy noce na kempingu nad jeziorem w Borach Tucholskich, trzy namioty, jedna wiata i jedna lodówka. Opisuję, jak to zaplanowaliśmy i co zrobimy inaczej.
Pisze Ola · 5 min czytania
Pomysł wyszedł od Jacka, na tegorocznych urodzinach Eli w Krakowie. Stwierdził, że wynajmujemy domy jak emeryci, i że skoro mamy po trzydzieści kilka lat, to ostatni moment, żeby pojechać pod namiot, zanim kręgosłupy powiedzą dość. Wszyscy się zaśmiali, a dwa tygodnie później mieliśmy zarezerwowane miejsca.
Na początku lipca, od czwartku do niedzieli, pojechaliśmy w szóstkę na trzy noce nad jezioro w Borach Tucholskich. Było świetnie, było też kilka rzeczy do poprawy. Poniżej wszystko, co warto wiedzieć, jeśli planujecie to samo.
Kemping czy dziko
Pierwsza decyzja: kemping z infrastrukturą czy biwak w lesie.
W Polsce spanie w lesie jest legalne w wyznaczonych strefach w ramach programu Lasów Państwowych „Zanocuj w lesie”. Grupa do dziewięciu osób może tam nocować do dwóch nocy w jednym miejscu bez zgłoszenia. Przy większej grupie albo dłuższym pobycie trzeba wcześniej zgłosić się do nadleśnictwa. Ognisko można palić tylko w wyznaczonych miejscach, a zasady używania kuchenek zależą od nadleśnictwa. Mapa stref jest na stronie programu.
My wybraliśmy kemping. Przy sześciu osobach, z których połowa nigdy nie spała w namiocie, prysznic, toaleta i woda w kranie były argumentem nie do przebicia. Biwak w lesie zostawiamy na kiedyś, w mniejszym składzie.
Wybór kempingu
Czego szukaliśmy:
- Miejsca obok siebie. Przy rezerwacji pisaliśmy wprost, że jest nas sześć osób z trzema namiotami i dwoma autami, i chcemy stać razem.
- Cień. W lipcu namiot w pełnym słońcu o ósmej rano zamienia się w saunę. Pod sosnami to nie problem.
- Dostęp do jeziora. Kemping miał własną plażę i pomost.
- Prąd. Jedno miejsce z przyłączem prądu wystarczyło nam na lodówkę turystyczną i ładowanie telefonów.
- Prysznice. Na naszym kempingu były na żetony, co warto wiedzieć wcześniej, żeby mieć drobne.
Rezerwowaliśmy sześć tygodni wcześniej. W wakacje najlepsze kempingi nad jeziorami zapełniają się szybko, szczególnie na weekendy.
Sprzęt wspólny i osobisty
Najważniejsze zadanie organizacyjne to lista sprzętu, podzielona na dwie części. Bez niej przyjechalibyśmy z trzema czajnikami i bez otwieracza.
Wspólny sprzęt rozpisaliśmy na osoby w arkuszu:
- plandeka z masztami, czyli wspólna wiata na deszcz i słońce,
- dwie kuchenki gazowe i zapas kartuszy,
- duży garnek, patelnia, czajnik, deska do krojenia i nóż,
- lodówka turystyczna podłączana do prądu,
- składany stół i krzesła,
- pojemniki na wodę, worki na śmieci, płyn do naczyń, gąbka,
- lampy i przedłużacz.
Osobisty sprzęt każdy ogarniał sam: namiot, śpiwór, karimata albo materac, czołówka, kubek i sztućce.
Część sprzętu pożyczyliśmy od znajomych, część kupiliśmy wspólnie, a koszt podzieliliśmy tak jak zawsze, o czym pisałam w tekście o dzieleniu kosztów w szóstkę. Sprzęt kupiony wspólnie zostaje u osoby, która ma na niego miejsce w piwnicy. U nas to Radek.
Materac to nie luksus
Jedna rada, której nikt nie chce słuchać: nie oszczędzajcie na tym, na czym śpicie. Pierwszą noc spałam na starej, cienkiej karimacie z czasów studiów i rano czułam każdy korzeń. Drugiego dnia pojechaliśmy do najbliższego miasta i kupiłam materac dmuchany. Druga i trzecia noc były zupełnie inne.
Do tego ciepły śpiwór. Nawet w lipcu nad jeziorem temperatura w nocy potrafi spaść do kilkunastu stopni, a wilgoć od wody robi swoje.
Jedzenie
Jacek gotował, jak na każdym naszym wyjeździe. Na kempingu to jednak inna liga niż w domowej kuchni. Kilka zasad, które się sprawdziły:
- Plan posiłków przed wyjazdem. Jacek rozpisał menu na trzy dni, a zakupy zrobiliśmy według listy. Dzięki temu nie woziliśmy niepotrzebnych rzeczy.
- Jedno gorące danie dziennie. Śniadania i lunche na zimno: pieczywo, sery, warzywa, owoce. Wieczorem jeden duży garnek dla wszystkich.
- Lodówka pełna rano. Rzeczy łatwo psujące się kupowaliśmy na bieżąco w sklepie w najbliższej wsi, a nie na trzy dni naprzód.
- Dyżury przy zmywaniu. Kto nie gotuje, ten zmywa. Rozpisaliśmy to na pary.
Ela jest wegetarianką, więc Jacek robił dania, do których mięso można było dodać osobno. Nikt nie chodził głodny.
Co robiliśmy poza kempingiem
Mniej, niż planowaliśmy, i dobrze. Bory Tucholskie to ogromny kompleks leśny z dziesiątkami jezior i rzek, więc w planach były kajaki, rowery i wycieczka do Tucholi. Skończyło się na jednym popołudniu z kajakami wypożyczonymi na miejscu i długim spacerze leśnymi drogami. Resztę czasu spędziliśmy nad wodą, na pomoście i przy stole pod plandeką. Przy wyjeździe grupowym pod namiot to chyba właśnie o to chodzi: nie o program, tylko o to, żeby być razem bez ekranów i bez pośpiechu.
Cisza nocna i sąsiedzi
Na kempingu obowiązuje cisza nocna, zwykle od dwudziestej drugiej. Szóstka znajomych przy piwie potrafi być głośniejsza, niż się wydaje. Pierwszego wieczoru zwrócił nam uwagę sąsiad z przyczepą, całkiem słusznie. Od drugiego wieczoru po dwudziestej drugiej przenosiliśmy się na pomost i rozmawialiśmy ciszej.
To prosta rzecz, ale warto ustalić ją na początku, zanim zrobi się niezręcznie.
Pogoda
Drugiego dnia przez trzy godziny lało. Plandeka rozpięta nad stołem uratowała nam wyjazd: siedzieliśmy pod nią we szóstkę, graliśmy w karty i piliśmy herbatę. Bez niej każdy siedziałby w swoim namiocie. Jeśli macie zabrać jedną wspólną rzecz, niech to będzie plandeka.
Namioty rozstawiajcie tak, żeby wejścia nie były od strony, z której wieje, i żeby woda nie spływała pod podłogę. Jacek i Ela nauczyli się tego drugiej nocy.
Ile to kosztowało
Trzy noce, na osobę, orientacyjnie:
- Kemping: opłata za namiot, osobę, auto i prąd. Około 180 zł na osobę za trzy noce.
- Paliwo: dwa auta, trasa z Katowic, podzielone na osoby w każdym aucie. Około 200 zł na osobę.
- Jedzenie: wspólne zakupy, około 200 zł na osobę.
- Sprzęt dokupiony wspólnie: około 100 zł na osobę, jednorazowo.
Razem około 700 zł na osobę. Wyraźnie taniej niż dom na Kaszubach, choć z materacem dmuchanym, który kupiłam na miejscu, trochę mniej.
Namiot nie jest dla każdego i nie na każdy wyjazd. Ale w szóstce, nad jeziorem, z dobrym jedzeniem i plandeką nad głową, to był jeden z naszych najlepszych wspólnych weekendów. Jacek mówi, że za rok jedziemy znowu.