Roztocze w sierpniu: rowerem przez Szczebrzeszyn i Zwierzyniec
Kupiliśmy bagażnik rowerowy na hak i pierwszy raz zabraliśmy rowery na dłuższy wyjazd. Cztery dni na Roztoczu z bazą w Zwierzyńcu: kościółek na wodzie, Stawy Echo, chrząszcz w Szczebrzeszynie, Zamość i szumy na Tanwi. Trasy, nocleg i koszty.
Pisze Ola · 5 min czytania
Od lat jeździmy na rowerach po Śląsku, ale nigdy nie zabieraliśmy ich na wyjazd. W Octavii kombi mieszczą się dwa rowery tylko po złożeniu tylnych siedzeń i zdjęciu przednich kół, a potem przez całą drogę coś stuka. W tym roku Michał w końcu kupił bagażnik na hak i pierwszą próbą było Roztocze.
Wybór był prosty: płasko albo lekko pagórkowato, dużo lasu, spokojne drogi, sieć tras rowerowych i miasteczka w odległości kilkunastu kilometrów od siebie. Pojechaliśmy na przełomie lipca i sierpnia, na cztery dni.
Dojazd i baza
Z Katowic do Zwierzyńca jest niecałe czterysta kilometrów, jechaliśmy około pięciu godzin: autostradą do Krakowa, potem przez Tarnów, Stalową Wolę i Biłgoraj. Z bagażnikiem na haku Michał jechał wolniej niż zwykle, a na każdym postoju sprawdzał mocowania. Ostatecznie nic się nie poluzowało, ale spokój ducha był wart tych kilku minut.
Bazą był Zwierzyniec, małe miasteczko na skraju Roztoczańskiego Parku Narodowego. Spaliśmy w pokoju gościnnym w domu z ogrodem, z zamykaną szopą na rowery. To ważne: przy wyborze noclegu sprawdzaliśmy, czy jest gdzie bezpiecznie zostawić rowery na noc. Pokój kosztował około 200 zł za noc za dwie osoby.
Dzień pierwszy: Zwierzyniec i Stawy Echo
Zwierzyniec to dawna siedziba Ordynacji Zamojskiej. Najbardziej znany widok to barokowy kościółek na wyspie na stawie, połączony z brzegiem mostkiem. Nazywają go kościółkiem na wodzie i rzeczywiście wygląda, jakby pływał. Michał był tam o świcie dwa razy, bo za pierwszym razem była mgła, a za drugim jej nie było, i nie mógł się zdecydować, które światło lepsze.
Po południu pojechaliśmy na Stawy Echo, kilka kilometrów od centrum, w granicach parku narodowego. To zespół stawów w lesie, przy których jest ostoja konika polskiego, czyli pierwotnej rasy małych koni. Koniki pasą się na wybiegu, a przy odrobinie szczęścia widać je z bliska przez ogrodzenie. W sierpniu przy stawach jest też kąpielisko, choć woda do najcieplejszych nie należy.
Dzień drugi: Florianka i Green Velo
Przez Roztocze przechodzi Green Velo, najdłuższy szlak rowerowy w Polsce, prowadzący przez pięć województw wschodniej Polski. Na naszym odcinku biegnie przez Zwierzyniec, Józefów i Roztoczański Park Narodowy.
Ze Zwierzyńca pojechaliśmy żółtym szlakiem rowerowym do Florianki, dawnej osady leśnej w środku parku. Trasa ma około dziesięciu kilometrów w jedną stronę i prowadzi szutrowymi drogami przez las bukowo-jodłowy. Jest płasko albo prawie płasko, a jedynym zagrożeniem są korzenie i piasek w kilku miejscach. We Floriance jest ośrodek edukacyjny parku i hodowla konika polskiego.
Wróciliśmy tą samą drogą, bo zaczęło padać. Jeśli macie więcej sił i dobrą pogodę, można zrobić pętlę przez Górecko Kościelne, gdzie stoi drewniany kościół z XVIII wieku.
Dzień trzeci: Szczebrzeszyn i Zamość
Szczebrzeszyn to miasteczko, w którym „chrząszcz brzmi w trzcinie”, i każdy to wie. Chrząszcz stoi tu w postaci pomnika, i to nie jednego. Poza tym jest tu synagoga, cerkiew i kościoły różnych wyznań, co pokazuje, jak wielokulturowe było kiedyś Roztocze. Ze Zwierzyńca do Szczebrzeszyna jest około dziesięciu kilometrów, jechaliśmy wzdłuż Wieprza.
Do Zamościa, tu się przyznam, pojechaliśmy już autem. Ze Szczebrzeszyna wróciliśmy rowerami do Zwierzyńca, a po południu wsiedliśmy do Octavii, bo kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę drogą z ruchem ciężarówek to nie była przyjemność, na którą mieliśmy ochotę.
Zamość to renesansowe miasto idealne, zaprojektowane od podstaw pod koniec XVI wieku na zlecenie hetmana Jana Zamoyskiego. Rynek Wielki z ratuszem i kolorowymi kamienicami z podcieniami jest wpisany na listę UNESCO. Przejście przez rynek i fortyfikacje zajmuje dwie, trzy godziny, a kolacja w jednej z restauracji pod arkadami to dobre zakończenie dnia.
Dzień czwarty: Szumy nad Tanwią
Ostatniego dnia, w drodze powrotnej, zajechaliśmy do rezerwatu Nad Tanwią w okolicach Susca. To miejsce, gdzie rzeka Tanew spływa po kilkudziesięciu małych progach skalnych, tworząc szumy, czyli niewielkie wodospady. Szlak wzdłuż rzeki jest krótki i łatwy, prowadzi przez las, mostki i schodki. Idealne miejsce na rozprostowanie nóg przed długą jazdą do domu.
Rower: co warto wiedzieć
- Nawierzchnia. Większość tras w parku to szuter, piasek i leśne drogi. Rower szosowy się nie sprawdzi. Trekkingowy albo górski tak.
- Dystanse. Roztocze nie wymaga kondycji zawodowca. Robiliśmy od trzydziestu do pięćdziesięciu kilometrów dziennie, spokojnym tempem, z przerwami.
- Wypożyczalnie. W Zwierzyńcu i okolicach są wypożyczalnie rowerów, więc nie trzeba wieźć własnych. My chcieliśmy przetestować bagażnik.
- Kleszcze. W sierpniu w lesie jest ich dużo. Repelent i przegląd po powrocie to obowiązek.
Bagażnik na hak: kilka słów od Michała
Michał poprosił, żebym dopisała jego uwagi, więc oddaję mu głos na chwilę. Bagażnik na hak jest wygodniejszy niż dachowy, bo rowerów nie trzeba podnosić wysoko, a spalanie rośnie mniej. Trzeba jednak pamiętać o kilku rzeczach: bagażnik zasłania tylną tablicę i światła, więc musi mieć własne oświetlenie i miejsce na tablicę, a do tego potrzebna jest trzecia tablica rejestracyjna, którą wyrabia się w wydziale komunikacji. Na postojach rowery przypinamy linką do bagażnika, a bagażnik ma własny zamek. Na nierównej drodze warto jechać wolniej, bo rowery bujają się bardziej, niż wydaje się z kabiny.
Ile to kosztowało
Cztery dni, trzy noce, dwie osoby, orientacyjnie:
- Paliwo: około 850 km, trochę więcej niż zwykle, bo bagażnik z rowerami zwiększa spalanie. Około 450 zł.
- Nocleg: trzy noce w Zwierzyńcu, około 600 zł.
- Wstępy: park narodowy, parkingi, muzeum w Zamościu. Około 100 zł.
- Jedzenie: obiady w barach i restauracjach, pierogi, kolacja w Zamościu. Około 600 zł.
Razem około 1750 zł, bez kosztu bagażnika rowerowego, który Michał zapisał w swoim arkuszu jako „inwestycję”.
Na koniec
Roztocze to jeden z tych regionów, które w Polsce wciąż są trochę na uboczu. Nie ma tu tłumów jak nad morzem czy w Tatrach, a jest cisza, las i świetne miejsca do jazdy na rowerze. Po Mazurach bez jachtu to drugi w tym roku region, do którego chcemy wrócić na dłużej, tym razem z namiotem.