Przeskocz menu
Menu

Polska Śląsk

Majówka w Beskidzie Śląskim bez korków i bez rezerwacji na ostatnią chwilę

Mieszkamy godzinę od Beskidu Śląskiego i od kilku lat majówkę spędzamy w nim bez noclegu. Wyjazd o świcie, szlak zamiast deptaka, powrót do własnego łóżka. Nasze trasy i sposoby na korki pod Bielskiem.

Pisze Ola · 5 min czytania

Dziś pierwszy maja. Jeśli czytacie to rano, to my jesteśmy już na szlaku, a nasze auto stoi na parkingu, na który za dwie godziny nie będzie dało się wjechać. To nie przechwałka, to metoda. Od kilku lat majówkę spędzamy w Beskidzie Śląskim i od kilku lat nie płacimy za nocleg.

Mieszkamy w Katowicach, więc do Bielska-Białej mamy niecałą godzinę, do Szczyrku i Wisły trochę ponad godzinę. Przy takiej odległości nocleg w górach w majówkę, kiedy ceny i obłożenie są najwyższe w całej wiośnie, po prostu się nie opłaca. Opłaca się wcześnie wstać.

Główna zasada: przed ósmą albo wcale

Korki na drodze ekspresowej S52 przed Bielskiem i na wjeździe do Szczyrku czy Wisły w długi weekend to klasyk. Zaczynają się mniej więcej o dziewiątej i trwają do popołudnia, a wieczorem odwrotnie, w stronę Katowic. Parkingi pod popularnymi szlakami i kolejkami zapełniają się przed dziesiątą.

Nasza reguła jest prosta: wyjazd z domu najpóźniej o siódmej, na szlaku przed ósmą. Powrót albo wcześnie, przed czternastą, albo późno, po zmroku, z kolacją po drodze. Kto ruszy o dziesiątej, spędzi majówkę w aucie za kimś, kto też ruszył o dziesiątej.

Pociąg zamiast auta

Druga opcja, którą polecamy szczególnie w dni z największym ruchem: pociąg. Koleje Śląskie jeżdżą z Katowic do Wisły, aż do stacji Wisła Głębce. Podróż trwa około dwóch godzin, czyli dłużej niż autem w pusty dzień, ale krócej niż autem w korku. Nie trzeba szukać parkingu, a trasę można zrobić w jedną stronę: wysiąść w Wiśle, przejść grzbietem i wsiąść w pociąg na innej stacji.

Rozkład warto sprawdzić dzień wcześniej, bo w weekendy i święta pociągi jeżdżą rzadziej niż w tygodniu.

Nasze trasy na jeden dzień

Wszystkie poniższe robiliśmy w majówkę, wszystkie da się zrobić w jeden dzień z powrotem do domu na kolację.

Szyndzielnia i Klimczok z Bielska

Najbliżej Katowic i najprostsza logistycznie. Z dolnej stacji w Bielsku-Białej Olszówce na Szyndzielnię wjeżdża kolej gondolowa. W 2026 roku bilet w jedną stronę kosztuje 34 zł, w obie strony 44 zł. My wjeżdżamy, a schodzimy pieszo, bo zejście przez las to przyjemność, a wejście w słońcu już mniej.

Z Szyndzielni na Klimczok idzie się około pół godziny grzbietem. Przy schronisku zawsze jest gwarno, ale kawałek dalej, w stronę Magurki Wilkowickiej, robi się pusto. Na szczycie Szyndzielni stoi wieża widokowa, wstęp kosztuje kilka złotych.

Minus: parking pod kolejką zapełnia się bardzo szybko. Jeśli nie zdążycie przed dziewiątą, zostawcie auto niżej, w osiedlowych uliczkach, i dojdźcie pieszo.

Stożek z Kubalonki

Przełęcz Kubalonka między Wisłą a Istebną to dobry punkt startowy. Stąd na Stożek Wielki prowadzi szlak grzbietem wzdłuż granicy z Czechami, większość czasu przez las, z kilkoma polanami z widokiem na Beskid Śląsko-Morawski. Na szczycie jest schronisko z tarasem. Tam i z powrotem zajmuje to kilka godzin spokojnego marszu.

To nasza ulubiona trasa na majówkę, bo mimo bliskości Wisły ludzi jest tu znacznie mniej niż na Czantorii czy Skrzycznem.

Barania Góra i źródła Wisły

Barania Góra to drugi najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego, a na jej zboczach biorą początek potoki, które tworzą Wisłę. Szlaków na szczyt jest kilka, my szliśmy od strony Wisły Czarne, obok zapory na Jeziorze Czerniańskim. Wejście jest długie, ale bez trudnych miejsc. Na szczycie stoi wieża widokowa, z której widać pół Beskidów, a przy dobrej pogodzie Tatry.

Na tę trasę trzeba mieć cały dzień i dobre buty. W maju w lesie potrafi jeszcze leżeć śnieg w cieniu, a na pewno jest błoto. Doświadczenie z marcowych Pienin nauczyło nas, że raczki w plecaku nic nie kosztują, a potrafią uratować zejście.

Równica z Ustronia

Na krótszy dzień, na przykład kiedy pogoda jest niepewna. Na Równicę da się wjechać autem prawie pod sam szczyt, ale to właśnie ten wariant tworzy korki. My wchodzimy pieszo z Ustronia, przez las, i schodzimy do centrum miasta na lody. Kilka godzin, łatwo, z widokami na dolinę Wisły.

Co mamy w plecaku

Na jednodniowe wyjście w maju pakujemy się tak samo od lat: kurtka przeciwdeszczowa i polar, bo na grzbiecie bywa o kilka stopni zimniej niż w dolinie, termos z herbatą, kanapki, powerbank i papierowa mapa, bo w lesie pod Baranią Górą zasięg potrafi zniknąć. Michał dokłada aparat, a ja plastry na pięty. Od dwóch lat nosimy też lekkie kijki, które na zejściach oszczędzają kolana bardziej, niż się spodziewaliśmy.

Czego unikamy w majówkę

  • Skrzyczne od strony Szczyrku w środku dnia. Piękny szczyt, ale kolej krzesełkowa i parkingi w długi weekend są oblężone.
  • Deptak w Wiśle w sobotę po południu. Nie ma gdzie zaparkować, nie ma gdzie usiąść.
  • Czantoria w słoneczną niedzielę. Kolej linowa z Ustronia ma zasłużoną popularność. Kolejka do niej też.

Wszystkie te miejsca są świetne w zwykły wtorek. Majówka to nie jest zwykły wtorek.

A jeśli jednak chcecie spać na miejscu

Nie ma nic złego w noclegu, jeśli macie więcej dni i jedziecie z daleka. Nasza rada: szukajcie nie w Szczyrku i centrum Wisły, tylko w mniejszych miejscowościach dookoła, w Istebnej, Koniakowie, Brennej czy Węgierskiej Górce. Szukajcie wcześnie. Na dwa tygodnie przed majówką zostają głównie drogie pokoje albo takie, których nikt nie chciał z jakiegoś powodu.

Ile to kosztuje

Nasza majówka w Beskidach, trzy dni wyjazdów, dla dwojga, orientacyjnie:

  • Paliwo: każdy dzień to 150-200 km w obie strony, razem około 250 zł.
  • Parkingi: od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych dziennie, razem około 80 zł.
  • Kolej gondolowa na Szyndzielnię: dwa bilety w jedną stronę, 68 zł.
  • Jedzenie: kanapki z domu, obiad w schronisku albo po zejściu. Około 100 zł dziennie za dwoje.

Razem około 700 zł za trzy dni. Nocleg w tym samym czasie kosztowałby drugie tyle albo więcej.

Na koniec

Najlepsza majówka to ta, z której wraca się bez nerwów. Dla nas to oznacza wczesne wstawanie, mniej popularne szlaki i własne łóżko. Nie jest to wyjazd, o którym się opowiada w pracy. Ale w poniedziałek przychodzimy do pracy wypoczęci, co po majówce nie zdarza się często.

Ola pisze większość wpisów i liczy budżet

Ola ma 31 lat i pracuje w kadrach i płacach w Katowicach. Pisze większość wpisów i prowadzi budżet każdego wyjazdu w arkuszu: plan w jednej kolumnie, wydane w drugiej. Najchętniej chodzi po halach targowych, piekarniach i zwykłych dzielnicach, gdzie nie ma nic do zwiedzania.

Więcej o nas