Trzy dni w Budapeszcie na majówkę, autem przez Słowację
Zeszłoroczną majówkę spędziliśmy w Budapeszcie i to był plan, który chcemy powtarzać znajomym: dzień w Peszcie, dzień w Budzie, dzień w wodzie. Dojazd autem, e-winiety, nocleg, łaźnie i koszty dla dwojga.
Pisze Ola · 5 min czytania
Budapeszt to miasto, do którego z Katowic da się dojechać autem mniej więcej w tym samym czasie co do Gdańska. Nie wiem, dlaczego tak długo nam to umykało. W zeszłym roku na majówkę wzięliśmy dwa dni urlopu, zrobiliśmy z tego pięć dni wolnego, z czego trzy pełne spędziliśmy w mieście.
Publikuję ten plan przed tegoroczną majówką, bo co tydzień ktoś ze znajomych pyta mnie o Budapeszt. Zamiast pisać to samo w pięciu wiadomościach, piszę raz.
Dojazd: autem przez Słowację
Jechaliśmy naszą Octavią. Z Ligoty do Budapesztu jest około 400 kilometrów, trasa prowadzi przez Słowację i zajęła nam niecałe sześć godzin z postojem na kawę. Michał wybrał wariant przez Żylinę, Zwoleń i przejście w Šahach, bo na tej trasie najmniej płaci się za autostrady.
Potrzebne są dwie elektroniczne winiety:
- Słowacka e-známka na odcinki autostradowe. W 2026 roku dziesięciodniowa kosztuje 10,80 euro. Opisywaliśmy ją dokładniej przy okazji naszej wielkanocnej pętli po Słowacji.
- Węgierska e-matrica na autostrady na Węgrzech, w tym na ostatni odcinek do stolicy. W 2026 roku wersja dziesięciodniowa dla auta osobowego kosztuje 6900 forintów, czyli niecałe 80 zł.
Obie kupuje się online przed wyjazdem, na numer rejestracyjny.
Jeśli wolicie lecieć: z lotniska do centrum jeździ autobus ekspresowy 100E. Bilet na niego jest osobny, nie wchodzi w zwykłe bilety miejskie, i od jesieni 2025 roku kosztuje 2500 forintów. Kupicie go w automatach przy przystanku albo w aplikacji BudapestGO.
Gdzie spać i co z autem
Spaliśmy w mieszkaniu w VII dzielnicy, Erzsébetváros, czyli w dawnej dzielnicy żydowskiej. To najbardziej żywa część Pesztu: kamienice z podwórkami, bary w ruinach, knajpy z kuchnią z całego świata. Minus: w piątkowy i sobotni wieczór jest głośno do późna. Jeśli chcecie spokoju, szukajcie w VIII albo IX dzielnicy, kilka przystanków tramwajem dalej.
Parkowanie w centrum jest płatne i trudne. Wybraliśmy nocleg z miejscem w garażu podziemnym za dopłatą i przez trzy dni nie ruszaliśmy auta. Po mieście poruszaliśmy się pieszo, metrem i tramwajem. Transport publiczny w Budapeszcie jest świetny, a bilet wieloprzejazdowy albo karnet na kilka dni zwraca się szybko.
Dzień pierwszy: Peszt
Rano poszliśmy nad Dunaj, do Parlamentu. Budynek jest ogromny, neogotycki i najładniejszy od strony rzeki, więc widok z drugiego brzegu zostawiliśmy sobie na wieczór. Do środka wchodzi się z przewodnikiem, bilety warto kupić online z wyprzedzeniem, bo w majówkę znikają. Obywatele Unii płacą mniej niż pozostali turyści.
Kilkaset metrów dalej, na nabrzeżu, stoją Buty na brzegu Dunaju: kilkadziesiąt par żeliwnych butów upamiętniających Żydów rozstrzelanych tu zimą 1944 i 1945 roku. Nie da się przejść obok obojętnie.
Potem Bazylika św. Stefana, z której kopuły jest dobry widok na Peszt, i spacer Andrássy út w stronę opery. Po południu zeszliśmy do Wielkiej Hali Targowej przy moście Wolności. Na parterze warzywa, papryka w każdej postaci i salami, na piętrze stoiska z lángosem, czyli smażonym plackiem z kwaśną śmietaną i serem. To był nasz obiad. Wieczorem bary w ruinach w naszej dzielnicy.
Dzień drugi: Buda
Budę zwiedza się pod górę. Przeszliśmy Mostem Łańcuchowym i zamiast kolejki linowej na Wzgórze Zamkowe weszliśmy schodami. Kolejka jest zabytkowa i urocza, ale kolejka do niej w majówkę była dłuższa niż samo wejście.
Na górze Zamek Królewski, w którym mieszczą się muzea, kościół Macieja z kolorowym dachem z ceramicznych dachówek i Baszta Rybacka. Baszta wygląda jak z bajki, ma białe wieżyczki i krużganki, a widok z niej na Parlament po drugiej stronie rzeki to jeden z najbardziej znanych kadrów w Europie. Michał był tam pierwszego ranka o szóstej, bo za dnia nie da się zrobić zdjęcia bez stu osób w kadrze.
Po południu przeszliśmy na Wzgórze Gellerta, skąd widać oba brzegi i wszystkie mosty. Wieczorem, tak jak planowaliśmy, oglądaliśmy oświetlony Parlament z brzegu Budy. Tego widoku nie zastąpi żadne zdjęcie, nawet Michała.
Dzień trzeci: łaźnie
Budapeszt stoi na gorących źródłach i ma kilka historycznych łaźni. Najbardziej znana jest Széchenyi w Parku Miejskim: żółty, barokowy budynek, zewnętrzne baseny z ciepłą wodą, ludzie grający w szachy na pływających planszach. Do łaźni dojechaliśmy metrem M1, najstarszą linią metra w kontynentalnej Europie, z małymi żółtymi wagonami.
Praktycznie:
- Bilet w weekend kosztuje w tym roku kilkanaście tysięcy forintów, czyli około 150-160 zł od osoby. W dni powszednie jest taniej, a najtaniej rano.
- Weźcie klapki i ręcznik, bo wypożyczenie kosztuje dodatkowo.
- W majówkę idźcie z samego rana. Około południa w szatniach robi się tłok.
Uwaga dla planujących w tym roku: słynna łaźnia Gellért jest zamknięta z powodu generalnego remontu od jesieni 2025 roku i według zapowiedzi nie otworzy się przed 2028 rokiem. Jeśli ktoś wam ją poleca z własnego doświadczenia, to było przed remontem.
Po łaźni spacerowaliśmy po Parku Miejskim i przez Plac Bohaterów wróciliśmy Andrássy út do centrum.
Majówka na Węgrzech: na co uważać
1 maja to na Węgrzech święto państwowe. Sklepy są wtedy w większości zamknięte, więc zakupy trzeba zrobić dzień wcześniej. Atrakcje zwykle działają, ale w zmienionych godzinach. Ruch turystyczny jest bardzo duży, bo majówkę w Budapeszcie spędza pół Polski, co słychać na każdej ulicy.
Ile to kosztowało
Za dwie osoby, cztery noce, trzy pełne dni w mieście, orientacyjnie:
- Paliwo: około 800 km, niecałe 350 zł.
- Winiety słowacka i węgierska: razem około 130 zł.
- Nocleg z garażem: około 1600 zł za cztery noce. W majówkę ceny są wyższe niż zwykle, rezerwujcie wcześnie.
- Transport miejski: karnet kilkudniowy, około 100 zł na osobę.
- Wstępy: Parlament, Bazylika, łaźnie. Około 500 zł za dwoje.
- Jedzenie: lángos, gulasz, kawa, wieczory w barach. Około 900 zł.
Razem około 3600 zł. Budapeszt przestał być tanim miastem, szczególnie w centrum, ale nadal da się tam zjeść dobrze i tanio, jeśli omija się knajpy przy głównych atrakcjach.
Na następny raz
Trzy dni to minimum. Wyjechaliśmy z listą rzeczy na kolejny raz: Wyspa Małgorzaty, łaźnia Rudas, wieczorny rejs po Dunaju. Wrócimy, pewnie jesienią, kiedy nie będzie majówkowych tłumów.