Cztery dni autem po Słowacji w Wielkanoc
Rok temu zamiast świątecznego stołu wybraliśmy pętlę przez Orawę, Liptów i Bańską Szczawnicę. Rozpisuję trasę, winietę, noclegi i to, co w Słowacji w święta jest zamknięte, a co wręcz przeciwnie.
Pisze Michał · 5 min czytania
Tu Michał. Ola pisze o miastach, ja biorę drogę. Na tym blogu będę się pojawiał zawsze wtedy, kiedy najważniejszy jest samochód, trasa i to, co się dzieje między punktem A i B.
Wielkanoc rok temu spędziliśmy w aucie. Nie z braku rodziny, tylko z uczciwej umowy: jedne święta u rodziców, drugie nasze. Mieliśmy cztery dni, od piątku do poniedziałku, i Octavię kombi z pełnym bakiem. Wybraliśmy Słowację, bo jest blisko, jest pięknie, a na krętych drogach Orawy i Liptowa auto odpoczywa od autostrady tak samo jak my.
Tekst publikuję w Wielki Piątek, więc dla tych, którzy właśnie się pakują: da się to zrobić i w tym roku, trzeba tylko wiedzieć kilka rzeczy o sklepach i godzinach otwarcia.
Trasa w skrócie
Pętla miała około 750 kilometrów:
- Dzień 1: Katowice, Żywiec, przejście Korbielów-Oravská Polhora, Zamek Orawski, nocleg w Liptowskim Mikułaszu.
- Dzień 2: Vlkolínec, Jezioro Liptowskie, Dolina Demianowska.
- Dzień 3: przez przełęcz Donovaly do Bańskiej Bystrzycy i dalej do Bańskiej Szczawnicy.
- Dzień 4: Zamek w Bojnicach i powrót przez Żylinę i Zwardoń.
Codziennie jechaliśmy od półtorej do trzech godzin. To akurat tyle, żeby nie mieć dość auta i jednocześnie zobaczyć zupełnie różne kawałki kraju.
Winieta i drogi
Na słowackie autostrady i drogi ekspresowe potrzebna jest elektroniczna winieta, e-známka. Kupuje się ją przez oficjalną stronę eznamka.sk albo aplikację, podając numer rejestracyjny. Nie ma naklejki, kamery sprawdzają tablice. W 2026 roku winieta dziesięciodniowa kosztuje 10,80 euro, trzydziestodniowa 17,10 euro, jest też jednodniowa za 8,10 euro. Ceny są takie same jak rok wcześniej.
Szczerze mówiąc, na naszej pętli z autostrad korzystaliśmy niewiele, głównie na odcinku przez Liptów. Większość trasy to drogi krajowe przez doliny i przełęcze. Winietę i tak warto mieć, bo nawigacja lubi wrzucać na odcinki płatne bez ostrzeżenia, a mandat jest wielokrotnie wyższy niż winieta.
Kilka uwag o jeździe:
- Na Słowacji obowiązuje całodobowa jazda na światłach i zero tolerancji dla alkoholu u kierowcy.
- Drogi przez przełęcze są dobrze utrzymane, ale wąskie i kręte. Wyprzedzanie ciężarówek na Donovalach to nie jest dobry pomysł.
- Na początku kwietnia na przełęczach rano może być szron. Opony zimowe zmieniliśmy dopiero po powrocie i nie żałowaliśmy.
Dzień pierwszy: Orawa
Z Ligoty do Zamku Orawskiego jechaliśmy około dwóch i pół godziny. Zamek stoi na wysokiej skale nad rzeką Orawą w Oravskim Podzámoku i z drogi wygląda jak dekoracja do filmu, zresztą grał w kilku. Zwiedza się go z przewodnikiem, trasy prowadzą przez kolejne poziomy aż na górny zamek.
Ważne dla świątecznego wyjazdu: w kwietniu zamek jest otwarty tylko w okresie wielkanocnym, w pozostałe dni miesiąca zamknięty. Sezon na dobre zaczyna się od maja. Godziny warto sprawdzić na stronie Muzeum Orawskiego przed wyjazdem, bo co roku zmieniają się w zależności od daty świąt.
Na noc pojechaliśmy do Liptowskiego Mikułasza. Spaliśmy w apartamencie z kuchnią na obrzeżach miasta, dwie noce. Liptów żyje z turystyki cały rok, więc wybór noclegów jest ogromny, a poza wysokim sezonem ceny są rozsądne.
Dzień drugi: Vlkolínec i Liptów
Vlkolínec to mała wieś pod Rużomberokiem, wpisana na listę UNESCO jako jeden z najlepiej zachowanych zespołów drewnianej zabudowy w Karpatach. Kilkadziesiąt kolorowych chałup, drewniana dzwonnica, studnia. Dojazd prowadzi wąską drogą pod górę, auto zostawia się na parkingu przed wsią, a wstęp jest płatny symbolicznie. Ludzie wciąż tam mieszkają, więc zdjęcia robiłem z ulicy, nie przez okna.
Po południu objechaliśmy Jezioro Liptowskie i podjechaliśmy do Doliny Demianowskiej, gdzie są jaskinie. W kwietniu w Jasnej jeszcze jeżdżą wyciągi, więc pod koniec dnia na parkingach stały auta narciarzy. My ograniczyliśmy się do spaceru.
Dzień trzeci: przez Donovaly do Bańskiej Szczawnicy
To był najładniejszy odcinek jazdy całej pętli. Z Rużomberoka droga wspina się na przełęcz Donovaly, potem zjeżdża serpentynami do Bańskiej Bystrzycy. Stamtąd jeszcze godzina do Bańskiej Szczawnicy.
Bańska Szczawnica to dawne górnicze miasto na stromych zboczach wulkanicznej kaldery, też na liście UNESCO. Kamienice schodzą tarasami w dół, między nimi są dwa zamki, Stary i Nowy, a nad miastem stoi barokowa Kalwaria. Parkowanie w centrum jest trudne i płatne, więc zostawiliśmy auto przy noclegu i przez półtora dnia chodziliśmy wyłącznie pieszo. Nogi po tych schodach czułem jeszcze w pracy.
Nocleg w pensjonacie w starej kamienicy kosztował nas trochę więcej niż w Liptowie, ale widok z okna na dachy miasta był tego wart.
Dzień czwarty: Bojnice i powrót
Zamek w Bojnicach jest jak z bajki: wieżyczki, spiczaste dachy, fosa. Wyglądem zawdzięcza przebudowie z przełomu XIX i XX wieku, wzorowanej na zamkach nad Loarą. Jest jednym z najczęściej odwiedzanych zamków na Słowacji i w święta bywa tłoczno. Byliśmy przy kasie tuż po otwarciu i to była dobra decyzja.
Wracaliśmy przez Żylinę, Czadcę i Zwardoń. W poniedziałek wielkanocny ruch był spory, szczególnie przy granicy, bo pół Śląska wracało z gór. Doliczcie godzinę zapasu.
Święta na Słowacji: co jest zamknięte
Tu najważniejsza rzecz praktyczna. Wielki Piątek i Poniedziałek Wielkanocny to na Słowacji dni wolne od pracy. Rok temu sklepy były zamknięte w piątek, w niedzielę i w poniedziałek. Od listopada 2025 przepisy się zmieniły: w Poniedziałek Wielkanocny handel jest dozwolony i część sieci otwiera sklepy na krócej, ale w piątek i w niedzielę większość supermarketów nadal jest zamknięta. Stacje paliw działają normalnie i to one ratują sytuację.
Nasza rada: zakupy na całe święta w czwartek albo w sobotę, a do tego sprawdzenie godzin atrakcji. Muzea i zamki w święta często są otwarte, ale w innych godzinach niż zwykle.
W poniedziałek na wsiach trwa oblewanie wodą i smaganie wierzbowymi witkami. My tylko patrzyliśmy z bezpiecznej odległości.
Koszty
Za dwie osoby, cztery dni, orientacyjnie:
- Paliwo: około 750 km, Octavia spaliła średnio niecałe 7 litrów na sto. Wyszło około 300 zł.
- Winieta: 10,80 euro.
- Noclegi: trzy noce, apartament i pensjonat, około 1100 zł.
- Wstępy: zamki w Orawie i Bojnicach, Vlkolínec, parkingi. Około 300 zł.
- Jedzenie: śniadania z własnych zakupów, obiady w przydrożnych restauracjach, gdzie halušky z bryndzą kosztują mniej niż pierogi w Zakopanem. Około 500 zł.
Razem niewiele ponad 2200 zł za cztery dni. Dla porównania: nasz marcowy weekend w Pieninach kosztował niecały tysiąc za dwa dni, więc dzień na Słowacji wyszedł tylko trochę drożej niż dzień w polskich górach. Ola zaznaczyła to w arkuszu na zielono i tego jej nie odbieram.