Toskania autem jesienią: miasteczka i drogi
Dwa lata temu w październiku pojechaliśmy Octavią do Toskanii na dziesięć dni. Natalia i Radek jadą tam za dwa tygodnie i poprosili o moje notatki, więc spisuję je dla wszystkich: trasa z Polski, strefy ZTL, parkingi, drogi przez Chianti i Val d'Orcia i miasteczka, dla których warto zjechać z trasy.
Pisze Michał · 5 min czytania
Toskania była moim marzeniem kierowcy od czasu, kiedy zobaczyłem zdjęcie krętej drogi wśród cyprysów. Dwa lata temu w październiku w końcu tam pojechaliśmy, naszą Octavią, na dziesięć dni. Wtedy nie było jeszcze tego bloga, więc notatki leżały w telefonie. Wyciągam je teraz, bo Natalia i Radek z naszej paczki jadą tam w październiku i od tygodnia pytają mnie o szczegóły.
Ten tekst jest o drogach, parkingach i przepisach. O jedzeniu Ola napisałaby lepiej, ale jej wniosek był krótki: „wszystko”.
Dojazd z Polski
Z Katowic do Sieny jest około 1300 kilometrów. Jechaliśmy przez Czechy, Austrię i północne Włochy: Ostrawa, Brno, Wiedeń, Graz, Villach, przez granicę do Udine, dalej autostradą obok Wenecji i Bolonii, przez Apeniny do Florencji i na południe.
Podzieliliśmy to na dwa dni z noclegiem w Karyntii, niedaleko granicy z Włochami. Drugiego dnia zostało około siedmiuset kilometrów, w tym przejazd przez Apeniny między Bolonią a Florencją, gdzie autostrada wije się tunelami i wiaduktami, a ciężarówek jest mnóstwo.
Opłaty po drodze:
- Czechy: e-winieta. My w 2024 roku płaciliśmy za dziesięciodniową 270 koron, dziś kosztuje 300. Przy wyjeździe dłuższym niż dziesięć dni trzeba kupić drugą na powrót albo wziąć trzydziestodniową.
- Austria: winieta. Dwa lata temu dziesięciodniowa kosztowała 11,50 euro, dziś 12,80 euro, tyle zapłaciłem przy tegorocznym przejeździe przez Alpy do Słowenii.
- Włochy: autostrady są płatne za przejechany odcinek. Przy wjeździe bierze się bilet z automatu, przy zjeździe płaci na bramce kartą albo gotówką. Omijajcie pasy oznaczone jako Telepass, bo są tylko dla aut z nadajnikiem. Za przejazd z granicy do Florencji zapłaciliśmy kilkadziesiąt euro.
Na włoskich autostradach działa system mierzenia średniej prędkości na odcinku. Limit na autostradzie to zwykle 130 km/h, przy deszczu niższy.
ZTL: najważniejsza rzecz w całym tekście
W prawie każdym włoskim mieście i miasteczku historyczne centrum jest strefą ograniczonego ruchu, ZTL, czyli Zona a Traffico Limitato. Wjazd jest dozwolony tylko dla mieszkańców i uprawnionych, a pilnują tego kamery. Jeśli wjedziecie, nawet na chwilę, nawet żeby zawrócić, mandat przyjdzie pocztą do Polski, czasem po kilku miesiącach. Znajomi dostali dwa po jednym wieczorze we Florencji.
Jak rozpoznać: przy wjeździe jest biały znak z czerwonym kołem i napisem ZTL, a pod nim godziny obowiązywania i tablica, która świeci, kiedy strefa jest aktywna. Nawigacja nie zawsze o tym wie.
Moja zasada była prosta: do żadnego centrum nie wjeżdżam autem. Zostawiam auto na parkingu przed murami i wchodzę pieszo. Jeśli nocleg jest w strefie ZTL, gospodarz musi zgłosić wasze numery rejestracyjne. Trzeba go o to poprosić przed przyjazdem.
Parkowanie
Kolory linii na parkingach we Włoszech:
- niebieskie to miejsca płatne, z parkomatem albo aplikacją,
- białe to zwykle miejsca bezpłatne, czasem z limitem czasu,
- żółte to miejsca zarezerwowane, dla mieszkańców, osób z niepełnosprawnościami albo dostaw.
Przy każdym toskańskim miasteczku jest kilka dużych parkingów pod murami, z tabliczkami P. W październiku nie było problemu z miejscem, w lecie podobno bywa.
Baza: agroturystyka koło Sieny
Zamiast przenosić się co noc, przez tydzień mieszkaliśmy w agroturystyce, czyli w gospodarstwie z pokojami dla gości, na wzgórzu kilkanaście kilometrów od Sieny. Mieliśmy aneks kuchenny, widok na winnice i gospodarza, który w październiku zbierał winogrona, a na koniec pobytu dał nam butelkę swojego oleju. Poza sezonem letnim takie noclegi są wyraźnie tańsze.
Z tej bazy do każdego miejsca, o którym piszę niżej, jechaliśmy od kwadransa do godziny.
Drogi, dla których warto przyjechać
Via Chiantigiana. Droga przez region Chianti, między Florencją a Sieną, przez Greve in Chianti, Panzano i Castellinę. Wąska, kręta, wśród winnic, oliwnych gajów i kamiennych wiosek. Jechaliśmy nią wolno, z przystankami co kilka kilometrów, i to był jeden z najlepszych dni za kierownicą w moim życiu.
Val d'Orcia. Dolina na południe od Sieny, wpisana na listę UNESCO jako krajobraz kulturowy. To tutaj są te słynne widoki: łagodne wzgórza, samotne domy na szczytach, szpalery cyprysów wzdłuż żwirowych dróg. Jechaliśmy przez San Quirico d'Orcia, Pienzę i Montepulciano. Najładniej jest rano, kiedy w dolinach leży mgła, a wzgórza wystają ponad nią. Wstawałem przed świtem trzy razy. Ola raz.
Miasteczka
- Siena. Piazza del Campo w kształcie muszli, gotycka katedra w pasy. Auto zostawiliśmy na parkingu poza murami i wjechaliśmy do centrum ruchomymi schodami, które prowadzą pod górę do starego miasta.
- San Gimignano. Miasteczko średniowiecznych wież. Z kilkudziesięciu zostało kilkanaście, a i tak z daleka wygląda jak średniowieczny Manhattan. W dzień pełne wycieczek, wieczorem puste.
- Monteriggioni. Maleńka wioska otoczona pierścieniem murów z wieżami, tuż przy drodze z Florencji do Sieny. Pół godziny wystarczy.
- Pienza. Renesansowe miasteczko zaprojektowane jako miasto idealne, z widokiem na Val d'Orcię z murów. I ser pecorino w każdym sklepie.
- Montepulciano. Wysoko na grzbiecie, z długą główną ulicą pod górę i piwnicami z winem w skale.
Rady dla Natalii i Radka
Na koniec kilka rzeczy, które powtarzam im od tygodnia, a które przydadzą się każdemu:
- Tankujcie poza autostradą. Na stacjach przy autostradzie paliwo jest wyraźnie droższe. Na stacjach w miasteczkach bywają dystrybutory samoobsługowe, gdzie płaci się w automacie przed tankowaniem.
- Nie planujcie więcej niż dwóch miasteczek dziennie. Drogi są kręte, a każde miasteczko wymaga parkingu, spaceru pod górę i kawy.
- Obiad między 12:30 a 14:30. Poza tymi godzinami w małych miejscowościach kuchnie są zamknięte i zostają tylko kanapki w barze.
- Sprawdzajcie ZTL także w małych wioskach. Najdroższa pomyłka tego wyjazdu byłaby w miejscu, gdzie nikt się jej nie spodziewa.
Ile to kosztowało
Dziesięć dni, dwie osoby, orientacyjnie, w cenach sprzed dwóch lat:
- Paliwo: około 3000 km w sumie, a we Włoszech paliwo jest drogie. Około 1500 zł.
- Winiety i autostrady: Czechy, Austria, włoskie autostrady w obie strony. Około 600 zł.
- Noclegi: dwa po drodze i siedem nocy w agroturystyce. Około 3500 zł.
- Jedzenie, wstępy, parkingi: około 2500 zł.
Razem około 8000 zł. Najdroższy wyjazd w naszej historii i jedyny, na który Ola nie liczyła kosztów w trakcie. Powiedziała, że nie chce wiedzieć. Policzyłem po powrocie i też bym wolał nie wiedzieć. Ale wrócimy.