W kabinie TIR-a z Katowic do portu w Gdańsku
Pod koniec sierpnia przejechałem A1 od Katowic do portu w Gdańsku na fotelu pasażera ciągnika siodłowego. Za kierownicą siedział Darek, brat Natalii, który wozi kontenery. Spisuję, jak wygląda taki dzień z wysokości kabiny: tachograf, pauzy, parkingi, port i naczepa, która po kursie pojechała do serwisu osi.
Pisze Michał · 7 min czytania
Natalia pochodzi spod Gdańska. Jej tata, pan Zbyszek, przez trzydzieści lat jeździł ciągnikiem siodłowym z gdańskiego portu, a dziś na emeryturze opowiada o tym przy każdym rodzinnym obiedzie. Fach przejął jej brat Darek. Ma pod Pruszczem Gdańskim małą firmę przewozową, kilka ciągników i kilka naczep, i sam jeździ: najczęściej kontenery z portu na Śląsk i z powrotem.
Od kiedy Natalia o tym wspomniała, chodziło za mną jedno pytanie: jak wygląda trasa, którą znam z Octavii, z fotela dwa metry nad asfaltem. Darek się zgodził pod jednym warunkiem: jadę jako pasażer, nie przeszkadzam i nie pytam co pięć minut, czy daleko. Wziąłem jeden dzień urlopu. Ola zapakowała mi kanapki i powiedziała, że to pierwszy raz, kiedy jadę nad morze bez niej i bez roweru.
Start o szóstej, czyli tachograf decyduje
Darek przyjechał na Śląsk w środę z kontenerem do magazynu pod Gliwicami, przespał się w kabinie, a w czwartek rano miał wracać z kontenerem eksportowym do portu. Zabrał mnie o szóstej z parkingu przy węźle, kilka minut od naszej Ligoty.
Pierwsze, co zobaczyłem po wejściu do kabiny, to nie kierownica, tylko tachograf. Darek wkłada do niego swoją kartę kierowcy i od tej chwili urządzenie liczy wszystko: jazdę, postój, pracę, odpoczynek. Zasady, które mi wyłożył w pierwszych dziesięciu minutach:
- Najwyżej cztery i pół godziny jazdy bez przerwy. Potem pauza 45 minut, którą można podzielić na 15 i 30.
- Dziennie zwykle do dziewięciu godzin za kierownicą, dwa razy w tygodniu do dziesięciu.
- Odpoczynek dobowy to standardowo jedenaście godzin, czasem skrócony do dziewięciu.
Nie ma tu miejsca na „jeszcze tylko kawałek”. Kiedy kończy się czas, kierowca staje tam, gdzie akurat jest parking. Dlatego Darek planuje dzień od tyłu: najpierw sprawdza, o której musi być w porcie, potem, gdzie zrobi pauzę, i dopiero wtedy rusza.
A1 z góry
Ciężarówka powyżej 3,5 tony jedzie autostradą najwyżej 80 km/h, a fabryczny ogranicznik nie pozwala przekroczyć dziewięćdziesięciu. Z fotela pasażera ta prędkość wygląda zupełnie inaczej niż z Octavii. Widać dużo dalej, ponad dachami osobówek, korek za wzniesieniem widać, zanim ktokolwiek zacznie hamować. Darek zwalnia wcześniej niż ja w aucie i prawie nigdy nie hamuje gwałtownie. Czterdzieści ton zestawu uczy cierpliwości.
Uczy też pokory, ale nie kierowcę ciężarówki, tylko mnie jako kierowcę osobówki. W ciągu pierwszych dwóch godzin naliczyłem kilkanaście aut, które po wyprzedzeniu nas wracały na prawy pas tuż przed zderzakiem ciągnika. Darek komentował to bez emocji: „Zostawił mi dwadzieścia metrów, a ja potrzebuję stu, żeby się zatrzymać”. Zapisałem sobie trzy rzeczy, które od tamtej pory robię inaczej:
- Po wyprzedzeniu ciężarówki wracam na prawy pas dopiero wtedy, gdy w lusterku widzę całą jej kabinę.
- Nie jadę obok naczepy dłużej, niż muszę. Przy prawych drzwiach i tuż za kabiną kierowca ma martwe pole, mimo kilku lusterek.
- Kiedy ciężarówka włącza kierunkowskaz, żeby wyprzedzić inną, odpuszczam. Dla niej to manewr na minutę, dla mnie kilka sekund wolniej.
Pauza za Łodzią i obchód zestawu
Po czterech godzinach z kawałkiem zjechaliśmy na miejsce obsługi podróżnych za Łodzią. Pauza nie zaczęła się od kawy. Darek obszedł cały zestaw: opony, światła, zamknięcia kontenera, a na końcu przyłożył dłoń do każdej piasty naczepy. Piasta wyraźnie cieplejsza od pozostałych to znak, że coś się dzieje z łożyskiem albo hamulcem.
Piasty były w porządku, za to przy jednej oponie środkowej osi zatrzymał się dłużej. Bieżnik był starty nierówno, bardziej od wewnętrznej strony. Darek wiedział, skąd to się wzięło: kilka tygodni wcześniej przy cofaniu w ciasnym miejscu najechał tym kołem na wysoki krawężnik. Na trasę naczepa się nadawała, ale nierówne zużycie opony to według niego pierwszy znak, że oś nie trzyma już geometrii. Po powrocie miała iść do warsztatu.
Pauzę spędziliśmy przy stoliku przed kabiną. Darek ma w środku lodówkę, czajnik i łóżko za fotelami. Ja miałem kanapki od Oli. Na sąsiednich miejscach stało kilkanaście ciężarówek z połowy Europy, a kierowcy robili to samo co my: kawa, obchód, telefon do domu.
Parkingi to osobna gra
Najwięcej o życiu w trasie dowiedziałem się, słuchając o parkingach. Darek mówi, że w kursie najtrudniejsza jest nie jazda, tylko wieczór. Po osiemnastej miejsca dla ciężarówek przy autostradzie zapełniają się szybko, a kierowca, któremu kończy się czas pracy, nie może pojechać dalej i szukać. Dlatego kierowcy z doświadczeniem staną wcześniej, w znanym miejscu, zamiast ryzykować, że za godzinę nie będzie gdzie.
Do tego dochodzą zakazy. W wakacyjne weekendy i w święta ciężkie ciężarówki mają w Polsce godziny, w których nie wolno im jechać, więc w piątek wieczorem parkingi pękają w szwach. My jechaliśmy w czwartek i tego nie doświadczyłem, ale w drodze powrotnej pociągiem widziałem z okna kilka MOP-ów, na których ciężarówki stały już na poboczach wjazdu.
Port, czyli brama, za którą nie wjechałem
Do Gdańska dojechaliśmy wczesnym popołudniem. Ostatnie kilometry przez obwodnicę wyglądały jak dojazd do innego miasta: ciężarówka za ciężarówką, wszystkie z kontenerami, wszystkie w tę samą stronę. Nad dachami magazynów wyrosły suwnice, a za nimi burta kontenerowca.
Darek uprzedził mnie wcześniej, że na terminal wjeżdża sam. Wjazd jest awizowany, czyli zgłoszony z wyprzedzeniem na konkretną godzinę, z dokumentami kontenera, a pasażer bez przepustki zostaje za bramą. Wysiadłem na parkingu przed terminalem i przez godzinę patrzyłem przez ogrodzenie, jak suwnice zdejmują kontenery z naczep i odkładają je w piętrowe stosy. Kto lubi maszyny, ten może tak stać długo. Zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć i pierwszy raz pożałowałem, że mam tylko jeden obiektyw, 35 mm: za szeroki na pojedynczą suwnicę, za wąski na cały port naraz.
Darek wyjechał z pustą naczepą, podrzucił mnie na dworzec Gdańsk Główny i pojechał do bazy. Wróciłem wieczornym pociągiem, w domu byłem w nocy. Ola zapytała, czy było warto. Było.
Naczepa w serwisie osi
Tydzień później Natalia przekazała mi wiadomość od brata. Mechanik obejrzał tę oś z krzywo startą oponą i potwierdził podejrzenie: po uderzeniu w krawężnik skrzywił się czop, czyli końcówka osi, na której siedzi koło. Takiej osi nie wyrzuca się, tylko oddaje do regeneracji.
Darek naprawia osie w DAAB-ie w Kątach Wrocławskich, przy A4. Zdziwiło mnie to, bo z Pruszcza to drugi koniec Polski. W ofercie DAAB-u jest osobna pozycja dla firm z Wybrzeża, regeneracja osi Gdańsk, i z jej opisu zrozumiałem, dlaczego to się opłaca. Z tak daleka osie przywozi się zwykle osobno, bez naczepy, a sama naprawa zajmuje wtedy trzy, cztery godziny. Mają na placu ponad trzysta osi, więc można też oddać swoją i od razu wziąć zregenerowaną na wymianę. Darek wymontował oś u siebie, a do Kątów zabrał ją kolega przy najbliższym kursie w tamtą stronę. Na naprawy dają dwanaście miesięcy pisemnej gwarancji.
Jako automatyk patrzę na to jak na utrzymanie ruchu w zakładzie: regeneruje się to, co drogie i da się przywrócić do parametrów. Na liście napraw DAAB-u są zerwane gwinty czopów, pęknięte i skrzywione belki, osie powypadkowe, wymiany sworzni i wahaczy, a także regeneracja osi skrętnych. Takie osie Darek ma w najdłuższej naczepie: ostatnia oś skręca w ciasnym łuku, żeby opony nie szorowały po asfalcie przy wjeździe do magazynu. Zużywa się inaczej niż zwykła i, jak mówi Darek, nie każdy warsztat chce się za nią zabrać.
Co z tej podróży zostało
A1 przejechałem autem wiele razy, ostatnio wracając znad morza w upale, o czym pisałem przy długiej trasie w letnim upale. Ten jeden dzień w kabinie zmienił to, jak patrzę na tę drogę, bardziej niż wszystkie wcześniejsze przejazdy razem.
Krótko, dla tych, którzy chcieliby kiedyś pojechać z kimś znajomym w trasę:
- pasażer w kabinie to przysługa, nie wycieczka, więc dopasowujesz się do planu kierowcy, nie odwrotnie,
- weź jedzenie i wodę na cały dzień, a do portu nie licz na wejście za bramę,
- zaplanuj powrót: pociąg z Gdańska na Śląsk jedzie kilka godzin, wieczorne połączenia warto sprawdzić z wyprzedzeniem,
- a jako kierowca osobówki zapamiętaj jedno: ciężarówce zostawiaj miejsce przed zderzakiem.
Pan Zbyszek, kiedy Natalia mu to wszystko opowiedziała, podobno tylko się zaśmiał, że przez trzydzieści lat nikt go nie pytał, jak wygląda A1 z kabiny. Następnym razem chcę go zapytać o to sam.