Siedem rzeczy, które sprawdzamy w polisie przed każdym wyjazdem
Na co dzień zajmuję się kadrami, więc czytanie regulaminów to dla mnie chleb powszedni. Przy ubezpieczeniu turystycznym robię to samo: zanim kliknę kup, sprawdzam siedem rzeczy. Opisuję je bez nazw firm, za to z przykładami z naszych wyjazdów.
Pisze Ola · 5 min czytania
Przez lata kupowałam ubezpieczenie turystyczne tak jak większość ludzi: najtańsze, w ostatniej chwili, bez czytania. Zmieniło się to po historii znajomej, która na nartach w Austrii złamała nogę i dowiedziała się, że jej polisa nie obejmuje narciarstwa. Rachunek za transport ze stoku i leczenie spłacała przez rok.
Od tamtej pory przed każdym wyjazdem, nawet na trzy dni do Czech, czytam warunki. Na co dzień pracuję w kadrach, więc regulaminy mnie nie przerażają. Ale nie trzeba być kadrową, żeby sprawdzić kilka podstawowych rzeczy. Oto moja lista.
1. EKUZ to nie ubezpieczenie turystyczne
Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego jest darmowa i każdy, kto jest ubezpieczony w NFZ, powinien ją mieć przy sobie w podróży po Unii Europejskiej, Norwegii, Islandii, Liechtensteinie, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. Daje dostęp do publicznej opieki zdrowotnej w danym kraju na takich samych zasadach, jak mają miejscowi.
Czego EKUZ nie obejmuje:
- transportu do Polski po wypadku czy chorobie,
- leczenia w prywatnych placówkach, a w turystycznych miejscowościach często najbliższa przychodnia jest prywatna,
- dopłat, które miejscowi płacą sami, bo w wielu krajach publiczna opieka nie jest całkowicie bezpłatna,
- akcji ratowniczych w górach, które w niektórych krajach są płatne.
EKUZ mamy zawsze w portfelu. Ale obok niej zawsze jest polisa.
2. Suma kosztów leczenia
To najważniejsza liczba w polisie. Mówi, do jakiej kwoty ubezpieczyciel pokryje koszty leczenia za granicą. Najtańsze oferty mają ją niską, a to się zemści przy pierwszym poważniejszym zdarzeniu. Jeden dzień w szpitalu za granicą potrafi kosztować kilka tysięcy złotych, a operacja czy transport medyczny kilkadziesiąt albo więcej.
Na Europę wybieramy sumę co najmniej kilkuset tysięcy złotych. Różnica w składce między niską a wysoką sumą jest zwykle niewielka, rzędu kilku, kilkunastu złotych na wyjazd. Na wyjazdy poza Europę, szczególnie tam, gdzie leczenie jest bardzo drogie, suma musi być wielokrotnie wyższa.
3. Transport do kraju i assistance
Drugą rzeczą, którą sprawdzam, jest transport medyczny do Polski. Powinien być w polisie bez limitu albo z bardzo wysokim limitem. Do tego całodobowe centrum pomocy, czyli numer, pod który dzwonisz, kiedy coś się stanie, a ktoś po drugiej stronie wskazuje placówkę, organizuje transport i płaci bezpośrednio szpitalowi.
Numer centrum pomocy zapisuję w telefonie przed wyjazdem, obok numeru polisy. Oboje mamy go zapisanego, bo jeśli coś się stanie jednemu z nas, dzwonić będzie drugie.
4. Sporty i aktywność
Tu jest najwięcej pułapek. Podstawowe polisy często wyłączają albo ograniczają:
- narciarstwo i snowboard,
- wspinaczkę, via ferraty, trekking powyżej określonej wysokości,
- nurkowanie,
- sporty wodne, na przykład kitesurfing,
- jazdę na skuterze czy quadzie.
Czasem wyłączenie jest napisane małym drukiem w ogólnych warunkach, a nie na stronie z ofertą. Jeśli planujecie cokolwiek aktywnego, szukajcie rozszerzenia o sporty. W naszym przypadku to zwykle trekking w górach, więc sprawdzam, do jakiej wysokości obejmuje go polisa i czy obejmuje wędrówki poza wyznaczonymi szlakami. My nie schodzimy ze szlaków, ale chcę wiedzieć.
5. Ratownictwo górskie
To osobny punkt, bo dotyczy nas często. W Polsce akcje ratowników górskich są bezpłatne dla poszkodowanego. Na Słowacji i w Czechach za akcję ratowniczą w górach można dostać rachunek, a EKUZ go nie pokrywa. Dlatego przy każdym wyjeździe na Słowację, jak podczas naszej wielkanocnej pętli, sprawdzam, czy polisa obejmuje koszty poszukiwań i ratownictwa, i do jakiej kwoty. W Alpach to tym bardziej obowiązkowe, bo akcja z użyciem śmigłowca kosztuje bardzo dużo.
6. Choroby przewlekłe i alkohol
Jeśli ktoś choruje przewlekle, na przykład ma astmę, cukrzycę czy nadciśnienie, musi sprawdzić, czy polisa obejmuje nagłe zaostrzenie choroby przewlekłej. Wiele podstawowych polis tego nie robi albo wymaga dopłaty. Wtedy atak astmy na urlopie może skończyć się odmową wypłaty.
Druga sprawa to alkohol. Prawie każda polisa wyłącza albo ogranicza odpowiedzialność, jeśli do zdarzenia doszło pod wpływem alkoholu. Nie ma sensu udawać, że to nie dotyczy wakacji. Jeśli ktoś lubi wieczorem wino, a potem spacer po stromych schodach Porto, powinien wiedzieć, co mówi jego polisa. Są polisy z rozszerzeniem o zdarzenia po alkoholu, zwykle droższe.
7. Rezygnacja z podróży
Koszty rezygnacji to osobne ubezpieczenie, które chroni pieniądze wydane z góry: bilety lotnicze, noclegi, wycieczki. Zwraca je, jeśli z ważnego powodu, na przykład choroby, wypadku czy śmierci bliskiej osoby, nie możecie pojechać.
Dwie rzeczy, na które uważam:
- Termin zakupu. Takie ubezpieczenie zwykle trzeba kupić w krótkim czasie po rezerwacji wyjazdu, często w ciągu kilku dni. Kupione tydzień przed wyjazdem może już nie działać albo działać w ograniczonym zakresie.
- Lista przyczyn. Sprawdzam, jakie powody rezygnacji są uznawane. Zmiana planów czy brak urlopu zwykle nie są.
Przy tanich lotach i noclegach z bezpłatną anulacją zwykle go nie kupujemy. Przy droższych wyjazdach i wyjazdach grupowych, gdzie dom płacimy z góry, tak. Po historii ze złamanym nadgarstkiem Eli, o której pisałam przy okazji dzielenia kosztów w szóstkę, cała nasza paczka patrzy na to inaczej.
Polisa roczna czy na wyjazd
Jeśli wyjeżdżacie za granicę kilka razy w roku, sprawdźcie polisę roczną. My w tym roku mamy już za sobą Walencję, Neapol, a przed sobą jeszcze kilka wyjazdów, więc polisa roczna wyszła nas taniej niż kilka krótkich. Polisy roczne mają zwykle limit długości jednego wyjazdu, na przykład kilkadziesiąt dni, co przy naszych kilkudniowych city breakach nie ma znaczenia.
Warto też sprawdzić, co daje karta kredytowa. Niektóre karty mają w pakiecie ubezpieczenie podróżne, ale zwykle z niską sumą albo tylko wtedy, gdy wyjazd został opłacony tą kartą. Czytajcie warunki, zanim uznacie, że jesteście ubezpieczeni.
Co robimy, kiedy coś się stanie
Na szczęście korzystaliśmy z polisy tylko raz, kiedy Michał w Hiszpanii kilka lat temu rozciął rękę na potłuczonym szkle. Zadzwoniliśmy do centrum pomocy, dostaliśmy adres przychodni, w której szycie zostało rozliczone bezpośrednio z ubezpieczycielem. Z tego doświadczenia zostały nam dwie zasady: najpierw telefon do centrum pomocy, dopiero potem wizyta u lekarza, i zdjęcia wszystkich dokumentów, recept oraz rachunków od razu na miejscu.
Na koniec
Czytanie warunków polisy zajmuje mi kwadrans. W tym czasie zawsze znajduję coś, czego się nie spodziewałam. Kwadrans przed wyjazdem to niewielka cena za to, żeby w razie wypadku martwić się tylko zdrowiem, a nie rachunkiem.