Przeskocz menu
Menu

Poradnik W drodze

Jak łowimy tanie loty z Katowic i Krakowa

Mamy dwa lotniska w zasięgu godziny, mały plecak i urlop zaplanowany z wyprzedzeniem. Tak szukamy biletów: od dat, a nie od miasta, z kalendarzem cen, porównaniem Pyrzowic i Balic i doliczeniem wszystkiego, co dochodzi do ceny z wyszukiwarki.

Pisze Ola · 5 min czytania

Samolot na pasie startowym o wschodzie słońca

Ktoś ze znajomych zapytał mnie ostatnio, skąd biorę „takie tanie bilety”. Odpowiedź go rozczarowała, bo nie ma w niej żadnej sztuczki. Jest metoda, kilka zasad i trochę cierpliwości. Bilety na Maltę kupowaliśmy w czerwcu, na wyjazd na początku września, i cały proces zajął mi dwa wieczory z kawą i arkuszem.

Spisuję to tak, jak robimy to naprawdę. Dużo z tego przyda się każdemu, kto mieszka na Śląsku albo w Małopolsce, ale zasady są te same dla każdego lotniska.

Zaczynamy od dat, nie od miasta

Większość ludzi robi odwrotnie: najpierw wybiera miasto, potem szuka lotu w konkretny weekend i dziwi się, że jest drogo. My zaczynamy od kalendarza urlopów. Mam etat w kadrach, urlop planuję w styczniu, więc wiem, które tygodnie są wolne. Do tego dochodzą długie weekendy i dni, w których Michał może odebrać nadgodziny.

Dopiero mając okna czasowe, patrzę, dokąd w tych dniach da się polecieć tanio. Czasem miasto z listy marzeń wypada drogo, a inne, o którym nawet nie myśleliśmy, kosztuje połowę. Tak trafiliśmy do Walencji w marcu i do Neapolu w czerwcu: żadne z nich nie było na szczycie listy, oba okazały się świetne.

Druga sprawa to elastyczność o jeden dzień. Lot w czwartek wieczorem zamiast w piątek rano potrafi kosztować mniej, a do tego daje dodatkowy wieczór na miejscu. Wylot we wtorek czy środę bywa najtańszy, ale z etatem to nie zawsze się da.

Dwa lotniska, jeden rachunek

Z Ligoty do Pyrzowic mamy około czterdziestu minut autem, do Balic godzinę i kwadrans autostradą. To daje dwa razy więcej połączeń, ale porównanie nie kończy się na cenie biletu. Do Balic dochodzi bramka na autostradzie w obie strony, więcej paliwa i dłuższy dojazd, a parkowanie przy obu lotniskach na kilka dni to osobna pozycja w arkuszu.

Dlatego porównuję zawsze pełny koszt dotarcia na lotnisko i z powrotem. Przy locie za kilkadziesiąt złotych różnica w dojeździe potrafi przeważyć szalę. Przy wyjazdach na cztery noce parking zwykle przegrywa z tym, że ktoś z rodziny nas podwiezie, ale to już kwestia dobrych relacji z rodzicami.

Kalendarz cen zamiast pojedynczej daty

Linie lotnicze pokazują ceny na cały miesiąc, ale każda osobno i każda dla jednego lotniska. Przez długi czas otwierałam cztery karty: dwie linie razy dwa lotniska, i przepisywałam ceny do arkusza. Przy jednym wyjeździe da się to zrobić. Przy planowaniu kilku wyjazdów w roku zaczyna to zjadać wieczory.

Od wiosny mam w zakładkach przeglądarki HeroFly - tanie loty z Polski, porównywarkę, która codziennie zbiera ceny Ryanaira i Wizz Aira na wszystkich trasach z czternastu polskich lotnisk, nawet kilkanaście miesięcy do przodu. Zamiast czterech kart mam jeden kalendarz najtańszych dni dla Katowic i drugi dla Krakowa. Widać też spadki cen i gotowe okazje tam i z powrotem z konkretnymi datami.

Ważne, żeby wiedzieć, czym ten serwis jest, a czym nie. Nie sprzedaje biletów i nic nie pobiera, przycisk rezerwacji prowadzi prosto na stronę przewoźnika, gdzie kupuje się bilet po aktualnej cenie. Cena w serwisie pochodzi z ostatniego sprawdzenia, więc zanim się ucieszę, zawsze klikam i patrzę, ile jest naprawdę. Ceny obejmują tylko mały bagaż podręczny, co nam akurat odpowiada.

Przy Malcie wyszło dokładnie to, o czym pisałam wyżej. W naszym terminie lot z Balic był wyraźnie tańszy niż z Pyrzowic, nawet po doliczeniu dłuższego dojazdu i autostrady. Bez porównania dwóch lotnisk obok siebie pewnie kupiłabym z Katowic, z przyzwyczajenia.

Trasy łączone, czyli przylot tu, powrót stamtąd

To rzecz, którą odkryłam dopiero w tym roku. Nie trzeba wracać z tego samego miasta, do którego się przyleciało, ani na to samo lotnisko, z którego się wyleciało. Przylot do Porto i powrót z Lizbony to klasyczny przykład. Do tego powrót może być inną linią albo na Balice zamiast do Pyrzowic, bo z naszej perspektywy to prawie bez różnicy.

Takie połączenia ręcznie składa się długo, bo trzeba sprawdzić osobno każdy kierunek. Porównywarka, która je zestawia sama, oszczędza tu najwięcej czasu. Trzeba tylko pamiętać, że to dwa osobne bilety: jeśli pierwszy lot się opóźni, druga linia nie ma wobec nas żadnych zobowiązań. Przy trasach łączonych w jednej podróży zostawiamy więc duży zapas.

Mały plecak albo nic nie oszczędzamy

Cała ta metoda działa tylko z małym bagażem. Na tanich liniach w 2026 roku darmowy jest bagaż 40x30x20 cm, a każda większa sztuka potrafi kosztować tyle co sam bilet. Jak spakować się na cztery dni do takiego plecaka, opisałam w tekście o bagażu podręcznym.

Nie dopłacamy też do wyboru miejsc. Jeśli siedzimy osobno przez dwie godziny, nic się nie dzieje. Odprawiamy się online, a kartę pokładową trzymam w telefonie i jako zrzut ekranu, na wypadek braku zasięgu.

Pełny koszt, zanim kliknę „kupuję”

Ostatni krok to rachunek, który robię zawsze przed zakupem. W arkuszu wpisuję obok ceny biletu:

  • dojazd na lotnisko i parking albo podwózkę,
  • dojazd z lotniska docelowego do centrum i z powrotem,
  • ewentualną różnicę w cenie noclegu, jeśli tańszy lot oznacza dodatkową noc,
  • ubezpieczenie, jeśli nie mamy rocznego.

Dojazd z lotniska to osobny temat, któremu poświęciłam cały tekst o transferze z lotniska. Tu wspomnę tylko, że lot za kilkadziesiąt złotych na lotnisko oddalone o sto kilometrów od miasta przestaje być okazją, kiedy doliczy się autobus w obie strony.

Kiedy kupować

Nie wierzę w magiczny dzień tygodnia ani godzinę, o której bilety tanieją. Z naszego doświadczenia wynika coś prostszego. Na długie weekendy i święta kupujemy wcześnie, bo wtedy ceny głównie rosną. Na zwykłe terminy poza sezonem możemy poczekać i obserwować, czy cena spada. Jeśli cena jest dobra i pasuje do arkusza, kupuję od razu, bo za tydzień może jej nie być.

Michał twierdzi, że ta metoda to po prostu mój arkusz w innym przebraniu. Ma trochę racji. Różnica jest taka, że teraz zajmuje mi on jeden wieczór, a nie trzy.

Ola pisze większość wpisów i liczy budżet

Ola ma 31 lat i pracuje w kadrach i płacach w Katowicach. Pisze większość wpisów i prowadzi budżet każdego wyjazdu w arkuszu: plan w jednej kolumnie, wydane w drugiej. Najchętniej chodzi po halach targowych, piekarniach i zwykłych dzielnicach, gdzie nie ma nic do zwiedzania.

Więcej o nas