Octavia przed zimą. Co sprawdzam w październiku, zanim spadnie pierwszy śnieg
Nasza Octavia ma ponad dwieście tysięcy kilometrów i w lutym zawiezie nas na narty na Słowację. Zanim przyjdą pierwsze przymrozki, robię jej jesienny przegląd: opony, akumulator, płyn do spryskiwaczy, wycieraczki i zawartość bagażnika. Większość da się zrobić samemu w jedną sobotę.
Pisze Michał · 5 min czytania
W zeszłym tygodniu, w środę o szóstej rano, termometr w aucie pokazał trzy stopnie. Pierwszy raz tej jesieni. Skrobałem szybę kartą lojalnościową z portfela, bo skrobaczka od wiosny leżała w piwnicy, i pomyślałem, że pora na mój październikowy rytuał.
Octavia ma jedenaście lat, ponad dwieście tysięcy kilometrów i w zeszłym roku przejechała z nami Słowację, Węgry i Czechy, a tego lata Alpy. Silnik 1.4 TSI, benzyna, manualna skrzynia. Nie jest nowa, ale jest zadbana, i zamierzam, żeby tak zostało. W lutym jedziemy w szóstkę na narty na Słowację, a to pierwszy taki wyjazd od lat. Zima w górach to inna jazda niż zima w Katowicach, więc tym razem przegląd robię dokładniej niż zwykle.
Opony: przy pierwszych porankach poniżej siedmiu stopni
Zasada, którą powtarza każdy wulkanizator: opony zimowe zakłada się wtedy, kiedy średnia temperatura spada w okolice siedmiu stopni. Mieszanka letnich opon w chłodzie twardnieje i gorzej trzyma się drogi, nawet na suchym asfalcie. Nie czekam na pierwszy śnieg, bo wtedy kolejki do wulkanizacji są na tydzień do przodu i każdy chce na jutro.
W Polsce nie ma obowiązku jazdy na zimowych oponach. Na Słowacji jest inaczej: opony zimowe są wymagane, kiedy na drodze panują zimowe warunki, czyli śnieg albo lód. Przy wyjeździe w góry w lutym to w praktyce oznacza, że bez zimówek nie ma o czym rozmawiać.
Przed zmianą sprawdzam trzy rzeczy:
- Bieżnik. Prawne minimum w Polsce to 1,6 mm, ale zimowa opona z takim bieżnikiem na śniegu jest prawie bezużyteczna. Przy czterech milimetrach zaczynam się rozglądać za nowymi. Mierzę zwykłym głębokościomierzem za kilkanaście złotych w kilku miejscach na obwodzie.
- Wiek opony. Data produkcji jest na boku, w czterech cyfrach: tydzień i rok. Nasze zimówki mają pięć sezonów. Guma się starzeje nawet wtedy, kiedy bieżnik wygląda dobrze, więc po tej zimie pewnie je zmienię.
- Uszkodzenia. Pęknięcia na bokach, wybrzuszenia, wbite kamienie. Przy okazji przeglądam też felgi, bo jedna dostała od krawężnika w Bańskiej Szczawnicy.
Zmianę robię w warsztacie przy osiedlu, razem z wyważaniem. Letnie opony umyte, opisane kredą (lewy przód, prawy tył) i do piwnicy.
Akumulator
Akumulator to część, która zawodzi w najmniej odpowiednim momencie, zwykle w pierwszy mroźny poranek. Nasz ma pięć lat. To wiek, w którym zaczynam go pilnować, bo latem i tak by się nie przyznał do słabości. Pierwszy mróz pokazuje prawdę.
W warsztacie przy zmianie opon poprosiłem o test akumulatora. Trwa to minutę, a tester pokazuje kondycję i prąd rozruchu. Wynik: jeszcze w porządku, ale już nie najlepiej. Na zimę zostaje, na kolejną pewnie nie.
Sam sprawdzam jeszcze klemy. Biały nalot na biegunach to znak, że trzeba je oczyścić. Robię to szczotką drucianą, przy wyłączonym silniku, i zabezpieczam smarem do klem.

Płyn do spryskiwaczy i wycieraczki
W październiku wymieniam letni płyn na zimowy. Letni zamarza przy pierwszym przymrozku i potrafi rozsadzić zbiorniczek albo przewody. Zanim wleję zimowy, zużywam do końca letni, żeby się nie mieszały i żeby zimowy nie stracił swojej odporności na mróz. W bagażniku zawsze wożę zapasową butelkę.
Wycieraczki zmieniam raz w roku, właśnie jesienią. Po lecie, w słońcu i upale, gumy twardnieją i zaczynają smużyć. Zimą, kiedy na szybie jest sól i błoto spod ciężarówek, smugi to nie kosmetyka, tylko widoczność. Nowe pióra to wydatek kilkudziesięciu złotych.
Przy okazji czyszczę szyby od środka. Jesienią w aucie paruje szybciej, a tłusty film na szybie sprawia, że para trzyma się dłużej.
Reszta pod maską
Kilka rzeczy, które sprawdzam sam, na zimnym silniku:
- Płyn chłodniczy. Poziom w zbiorniczku i odporność na mróz. Tę drugą rzecz sprawdzają w warsztacie testerem w minutę.
- Olej. Poziom na bagnecie. Przy tym przebiegu Octavia trochę oleju bierze, więc między wymianami dolewam.
- Światła. Wszystkie, łącznie z tylnym przeciwmgielnym i oświetleniem tablicy. W październiku robi się ciemno, kiedy wracam z pracy, i jedna przepalona żarówka to od razu kłopot.
- Uszczelki drzwi. Smaruję je preparatem silikonowym, żeby nie przymarzały. Kiedyś na Orawie rano przez dziesięć minut nie mogliśmy otworzyć drzwi kierowcy.
O tym, jak wygląda przygotowanie auta do drogi latem, pisałem przy upale na długiej trasie. Zimą lista jest inna, ale zasada ta sama: przegląd przed sezonem, nie w połowie.
Co wożę w bagażniku od listopada
- Skrobaczka i miotełka. Nie karta lojalnościowa.
- Odmrażacz do szyb i zamków. Zamka w drzwiach używam rzadko, ale jak już trzeba, to bardzo.
- Kable rozruchowe. Raz pomogły nam, dwa razy komuś innemu.
- Koc, rękawiczki, czołówka. Na wypadek stania w korku w nocy albo zmiany koła po ciemku.
- Mała składana łopatka. Kupiona przed nartami. Jeśli parking pod wyciągiem jest zasypany, przyda się bardziej niż cokolwiek innego.
- Zapasowy płyn do spryskiwaczy. Zimą schodzi go dwa razy więcej niż latem.
- Termos. To raczej sprawa Oli, ale miejsce na niego musi być.
Łańcuchów nie mamy. Na drogach do ośrodków narciarskich na Słowacji, na które się wybieramy, nigdy ich nie potrzebowaliśmy, ale przed wyjazdem sprawdzę przepisy i prognozę jeszcze raz.
Narty w lutym
Bagażnik na narty? Nie tym razem. Ola dopiero zaczyna i wypożycza sprzęt na miejscu, ja też, bo moje ostatnie narty zostały w latach licealnych. Jedziemy dwoma autami: my Octavią, Radek swoim większym, w którym zmieszczą się narty jego i Jacka. Rozliczenie paliwa, jak zawsze, osobno na każde auto, według zasad, które Ola opisała przy wyjazdach w szóstkę.
Trasę na Słowację znam z wielkanocnego wyjazdu na Orawę i do Liptowa. Zimą zaplanuję ją z zapasem czasu i wyjazdem o świcie, żeby góry przejeżdżać za dnia.
Rachunek za jesień
Wymiana opon z wyważaniem, nowe wycieraczki, zimowy płyn, smar do uszczelek i łopatka zmieściły się w kilkuset złotych. Nowych opon w tym roku nie kupuję. Akumulator też jeszcze poczeka. To najtańsza jesień od trzech lat, a Octavia jest gotowa na zimę. Ja jeszcze nie, ale to już inna lista.